Historia zatoczyła koło. Po 467 latach od dżumy, z której zrodziła się tradycja złotoryjskich śpiewów wigilijnych, miasto znowu pogrążyło się w epidemii uniemożliwiającej normalne świętowanie Bożego Narodzenia – tym razem epidemii koronawirusa. Ale tak jak w połowie XVI w., tak i teraz znalazło się siedmiu takich, którzy wyszli na wyludnione ulice i wspólnie zakolędowali. To „rezerwiści” z żołnierskiego zespołu Rota. Jubileuszowa 25. Wigilia w Rynku była więc bliska Wigilii przed wiekami. Jednym z tych, którzy chcieli śpiewem dać nadzieję mieszkańcom na to, że wkrótce pokonamy zarazę, był Stanisław Furtan, który wydarzenia sprzed tygodnia opisuje na naszym portalu.
Tradycja śpiewania kolęd na Rynku w Złotoryi sięga roku 1553, kiedy „zaraza” dosięgła mieszkańców miasta i jak legenda głosi, z całej populacji liczącej ok. 2500 osób pozostało sześciu mieszczan i burmistrz. Trudno dzisiaj powiedzieć , czy ta garstka mieszkańców była jedyną grupą, która przeżyła, czy byli też inni, którzy pogrążeni w rozpaczy i bojaźni chowali się w domach. Czym była ówczesna „zaraza”?
„Czarna śmierć” czy „mór”, jak ówcześni nazywali dżumę, to choroba zakaźna, którą do Europy przywleczono do portów w Genui i Wenecji w 1348 r. na pokładzie galer z Kaffy – wybrzeża Krymu. Jej szerzenie w średniowieczu po kontynencie charakteryzowało się nawrotowością w latach 1348-1692 i wiązało się z migracją ludności. Pojawienie się choroby powodowało ogromną śmiertelność, sięgająca 60-80%, a także zmiany kulturowe danych społeczności, których dosięgała. Dżuma była ciężką chorobą zakaźną występującą pod postacią: dymieniczej (powiększone węzły chłonne), septycznej i płucnej. W powiększonych do znacznych rozmiarów węzłów chłonnych, głównie pachwinowych i szyjnych, bolesnych przy dotyku, samoczynnie tworzyły się przetoki z ewakuacją cuchnącej cieczy. W postaci septycznej przebieg choroby był gwałtowny, tworzyły się mikrozatory naczyń, powodując martwicę obwodowych części ciała, dlatego zwana była „czarną śmiercią”. Osoby nią dotknięte umierały w cierpieniu i osamotnieniu.
Można sobie więc wyobrazić rozpacz i beznadzieję tych siedmiu, którzy w śpiewie kolęd mówiących o narodzeniu dzieciątka Jezus, z ogromną nadzieją na przetrwanie, patrzyli w przyszłość.
Zwyczaj śpiewu kolęd w Złotoryi przetrwał do roku 1944, kiedy ówcześni niemieccy mieszkańcy miasta Goldberg ostatni raz spotkali się na Rynku. Tradycja została wznowiona po zmianach ustrojowych w Polsce. Stało się to 6 stycznia 1995 r. dzięki inicjatywie pedagoga, wielkiego miłośnika historii Alfreda Michlera i ówczesnego burmistrza miasta Kazimierza Zwierzyńskiego. Kolejne Wigilie w Rynku, od 1996 do roku ubiegłego, przebiegały na starówce w świątecznej atmosferze. Po skończonej pasterce, naprzemiennie w jednej ze złotoryjskich parafii, następowało wspólne kolędowanie mieszkańców z udziałem władz miasta, miejscowych kapłanów i Polskiego Bractwa Kopaczy Złota. Wspólne kolędowanie ubogacane było występami lokalnych zespołów, rodzimych solistów, jak również gościliśmy potomków siedmiu mieszczan, którzy przeżyli zarazę z roku 1553 i przybywali podczas trzech ostatnich edycji śpiewów do miasta swoich przodków z Niemiec.
Uczestnicząc w pasterce w roku 2019 i kolędowaniu w Rynku, nikt z uczestników nie mógł przewidzieć, że spotkamy się z kataklizmem, jak określa się pandemię COVID-19, współczesną „zarazę”. Ten niewidzialny wróg spowodował zakażenie ponad 82 mln ludzi na świecie, w Polce 1 mln 270 tys. Wigilia roku 2020 była całkowicie inna od tych z lat poprzednich. Ograniczenia liczbowe osób w uroczystościach religijnych, zasady bezpieczeństwa okresu pandemii zmieniły i ograniczyły kontakty ludzkie. Część naszych bliskich, znajomych poddana została kwarantannie, część izolacji. Duża grupa rodaków – na dzień 30.12.2020 r. to już 27 454 osób – odeszła do wieczności, pozostawiając smutek i żal bliskich. Zapewne tegoroczna Wigilia i rok 2020 zapisze się w historii jako wyjątkowo trudny okres w dziejach Polski i całego świata.
Dlatego tak ważnym było podtrzymanie wielowiekowej tradycji śpiewów bożonarodzeniowych. Na przekór smutkom, nie poddając się zwątpieniu, siedmiu członków zespołu Rota, podtrzymując zwyczaj kolędowania w Rynku w okresie Wigilii i zachowując zasady bezpieczeństwa, uczestniczyła w koncercie z playbacku. Rozchodzący się śpiew niósł się po opustoszałych ulicach miasta, dając nadzieję, że pokonamy ten trudny okres i będziemy mogli się cieszyć jak przed laty swobodami w wyrażaniu uczuć i tradycji. Dźwięk kolęd: „Bóg się rodzi”, „Mizerna cicha”, „O gwiazdo betlejemska”, „Wśród nocnej ciszy” roznosił się w Rynku jak przed wiekami, niosąc wiarę i nadzieję na lepsze jutro.
Stanisław Furtan
PS. Inicjatywę śpiewaków z Roty pozytywnie przyjął Zbigniew Gruszczyński, dyrektor Złotoryjskiego Ośrodka Kultury i Rekreacji, a zarazem uczestnik wszystkich dotychczasowych Wigilii w Rynku. – 24 edycje śpiewów wigilijnych, które mieliśmy od 1996 r., dochodziły do skutku przede wszystkim dzięki zaangażowaniu pracowników złotoryjskiego ośrodka kultury. Cieszę się, że w sytuacji, gdy naszą placówkę wiążą obostrzenia sanitarne i musieliśmy się ograniczyć do filmowej wersji jubileuszowej Wigilii w Rynku, członkowie Roty, z którą kilkukrotnie współpracowaliśmy przy organizacji tego wydarzenia, zdecydowali się na taką spontaniczną akcję – podkreśla Zbigniew Gruszczyński.













Filtry