Osiemdziesiąt osób poznawało piechotą z Polskim Stowarzyszeniem Nordic Walking uroki Pogórza Kaczawskiego. Rajd Wulkany, którym po raz pierwszy odbył się w 2011 roku, niezmiennie przyciąga piechurów z różnych stron Polski. Nie inaczej było i wczoraj.
Sobotnie Wulkany pokazują, jak na przestrzeni ostatnich kilkunastu lat zmieniło się w PSNW podejście do nordic walkingu i jego roli w życiu człowieka. Na początku były mordercze całodniowe lub nawet nocne maratony przez Pogórze Kaczawskie i Krainę Wygasłych Wulkanów – na czas, z elementem rywalizacji i punktami kontrolnymi, a jednego roku także i z wyzwaniem w postaci konieczności orientacji w terenie. Sportowe zacięcie powoli zastąpił jednak marsz rekreacyjny. Dziś Wulkany to spokojny kilkugodzinny spacer w towarzyskiej atmosferze utartymi ścieżkami – dla zdrowia, a nie wyczynu, z medalem za ukończenie rajdu, a nie za walkę o miejsce na podium. Mówiąc w slangu młodzieżowym – impreza „bez napinki”, co najlepiej widać na mecie rajdu. Wczoraj były na niej nie tylko miękkie pufy do zrelaksowania się i szkółka płukania złota, ale nawet karaoke.
Uczestnicy podzielili się na dwie grupy. Blisko 50 tych spragnionych dłuższych dystansów organizatorzy wywieźli rano autobusem w okolice Wąwozu Siedmickiego, skąd bez pośpiechu, kontemplując przyrodę i nawiązując nowe znajomości, piechurzy wracali lasami Pogórza Kaczawskiego na metę przy Złotej Arenie. Druga grupa licząca 30 osób przeszła 10 km w okolicach Jerzmanic-Zdroju i Złotoryi, wędrując także przez zabytkowe centrum miasta.
Na mecie każdy dostawał tzw. medal finishera i certyfikat uczestnictwa. W dekoracji wziął udział burmistrz Paweł Kulig, który w wolnym czasie też spaceruje z kijami. – Jak tylko kalendarz mi pozwoli, to za rok przejdę z wami tę dychę – zapowiedział z uśmiechem.
W rajdzie wzięli udział pasjonaci turystyki z kijami z różnych zakątków Polski. Niektórym chciało się jechać na złotoryjskie Wulkany nawet z Gdańska. Impreza ma też już stałych bywalców, który uwielbiają półdzikie ścieżki Krainy Wygasłych Wulkanów.
– Było bardzo miło, wakacyjnie, bo piękna pogoda nam dopisała. Pomyślimy, jaką formułę przyjąć za rok, żeby te Wulkany mogły nas jeszcze wszystkich bawić. Nie ukrywam, że mamy do nich duży sentyment, bo to jedna z pierwszych naszych imprez, czasem potrzeba jednak jakiegoś nowego impulsu, żeby coś mogło dalej trwać – podsumowuje Paulina Ruta, szefowa PSNW.
fot. Marek Drapikowski
![]()














Filtry