Dobra czy do poprawki? To pytanie zadaliśmy kilka tygodni temu, zapraszając na spotkanie prezentujące strategię rozwoju Złotoryi do roku 2030. Odbyło się ono wczoraj, ale merytorycznej odpowiedzi się nie doczekaliśmy. Bardziej niż konkretne zapisy dokumentu dyskusję nakręcał fakt, że… budzi on generalnie niewielkie zainteresowanie mieszkańców. Ci prawdopodobnie woleli w środę po południu odpocząć w domach lub pójść na działkę, co było nie w smak niektórym złotoryjskim liderom opinii.
We wrześniu ubiegłego roku dr Marek Obrębalski przeprowadził warsztaty w auli SP nr 3 dla mieszkańców. Podczas tzw. „burzy mózgów” przedstawiciele różnych środowisk mogli wskazywać na atuty Złotoryi, jej problemy, szanse rozwojowe czy zagrożenia dla miasta, a także sprecyzować zadania strategiczne, przed jakimi stoi. To właśnie m.in. na tej podstawie Obrębalski przygotował strategię, którą przedstawił w dużym skrócie na wczorajszym spotkaniu w ośrodku kultury. Omówił m.in. wizję Złotoryi 2030, scenariusze rozwoju i hierarchię celów (pisaliśmy o tym wcześniej TUTAJ).
Projekt strategii został opublikowana na portalu miejskim na początku maja. Burmistrz dał mieszkańcom kilka tygodni czasu na zgłaszanie pisemnych uwag do dokumentu. Do 20 czerwca wpłynęła zaledwie jedna, z Miejskiej Biblioteki Publicznej.
– Szczerze mówiąc, oczekiwałem zdecydowanie więcej uwag do strategii – przyznał w środę autor strategii.
I uwag się doczekał. Tyle że nie na etapie konsultacji, a dopiero wczoraj, gdy forma pisemna nie była już wymagana i do sformułowania krytyki wystarczył mikrofon.
Podstawowa dotyczyła tego, że – zdaniem niektórych radnych obecnych na spotkaniu – dokument nie uwzględnia wszystkich potrzeb mieszkańców. A nie uwzględnia, bo „nie został dostatecznie przekonsultowany”, „nie było porządnej diagnozy potrzeb w formie ankiet”, a „cały proces jego przygotowania był daleki od partycypacyjnego”.
– Dwa 3-godzinne warsztaty, podczas których większość uczestników stanowiły osoby związane z samorządem, trudno uznać za partycypację społeczną. Efekty warsztatów nie odzwierciedlają rzeczywistych potrzeb różnych grup społecznych. Nie przyjmujmy tej strategii, dopóki nie zostanie porządnie przekonsultowana w sposób masowy, a nie kameralny – można było usłyszeć z sali.
Przypomnijmy w tym miejscu dla porządku: Urząd Miejski w Złotoryi wysłał na zeszłoroczne warsztaty ok. 130 zaproszeń do instytucji miejskich i powiatowych, radnych, przedsiębiorców oraz organizacji społecznych, a więc podmiotów reprezentujących opinię szerszych grup mieszkańców. Pojawili się przedstawiciele 30 z nich. Pozostałych 10 wolnych miejsc mogli zająć mieszkańcy zainteresowani udziałem w pracach nad strategią. – Nie mogliśmy wpuścić więcej osób, bo były ograniczenia związane z pandemią – przypomniał wczoraj burmistrz Robert Pawłowski.
Wrześniowe warsztaty były transmitowane w sieci, a mieszkańcy mogli przez internet zgłaszać na bieżąco swoje spostrzeżenia. – Braliście państwo udział w tych warsztatach, reprezentując określone środowiska mieszkańców. Wasze uwagi zostały wzięte pod uwagę w projekcie strategii. Na tym właśnie polega partycypacja. Szkoda, że nie zgłaszaliście uwag i spostrzeżeń na etapie konsultacji, nie przekazaliście do strategii informacji, w posiadaniu których byliście – powiedział Obrębalski do radnych podczas wczorajszej prezentacji.
Czy projekt strategii satysfakcjonuje mieszkańców? Trudno powiedzieć, bo na środowym spotkaniu pojawiło się ok. 25 osób, a wśród nich było zaledwie kilku złotoryjan niezwiązanych bezpośrednio z instytucjami samorządowymi. Radni uznali, że to wina ratusza, bo niedostatecznie zadbał o frekwencję i upowszechnienie strategii. To samo zarzucili urzędnikom miejskim w przypadku raportu o stanie miasta, który był omawiany na sesji pod koniec czerwca i który również nie zmobilizował mieszkańców do wystąpień publicznych.
– A wy ilu zaprosiliście ludzi na dyskusję nad raportem czy strategią? Ilu przyprowadziliście? – odbił piłeczkę w stronę radnych burmistrz. Odpowiedziała mu cisza na sali.
Wdrożeniem strategii ma się zająć specjalny zespół. W jego ramach będą pracowały grupy tematyczne, które stworzą programy operacyjne i zajmą się konkretnymi problemami do rozwiązania. – I tu jest miejsce na partycypację społeczną. Liczę na to, że zgłoszą się do nich nie tylko osoby związane bezpośrednio z samorządem – zaznaczył Pawłowski.
Burmistrz zaapelował też o przyjęcie strategii w obecnej postaci i podkreślił, że strategia to dokument wciąż otwarty. I z założenia bardzo ogólny. Im bardziej ogólny, tym lepszy, bo elastyczniejszy. Przypomniał również, że aby realizować wizję rozwoju miasta nakreśloną na najbliższą dekadę, potrzebne są środki finansowe z zewnątrz. – Musimy się więc wpisać w strategie będące teraz na topie, czyli przede wszystkim Polski Ład, ale także w priorytety nowego okresu programowania określone przez Unię Europejską oraz strategię wojewódzką. Pan doktor zadbał, by cele w naszej strategii były skorelowane z tymi dokumentami – dodał Pawłowski.
By strategia stała się dokumentem wiążącym, muszą przyjąć ją w głosowaniu radni.














Filtry