Słabnie impet szczepień przeciw COVID-19 w punkcie, który miasto zorganizowało w Szkole Podstawowej nr 1. Chętnych do przyjęcia pierwszej dawki jest coraz mniej. Nie dotyczy to dzieci w wieku 12 lat i więcej, które zaczęły przychodzić w ubiegłym tygodniu. By ich kwalifikować, w punkcie na cito potrzebny jest drugi lekarz do pracy.
Punkt szczepień powszechnych w sali gimnastycznej „jedynki” ruszył 12 maja. Do końca miesiąca podano tu ponad 1250 dawek szczepionki przeciw koronawirusowi. Przeważnie Pfizera, ale uodparniano także jednodawkowym preparatem Johnson&Johnson. Chętnych nie brakowało – punkt notował 90-proc. obłożenie terminów i pracował 3-4 razy w tygodniu po 8 godzin. Szczepionki przyjeżdżały na bieżąco, co najwyżej z kilkugodzinnym opóźnieniem.
Jednak na przełomie maja i czerwca liczba chętnych na pierwszą dawkę zaczęła niepokojąco maleć. – Na dwóch stanowiskach możemy spokojnie szczepić 180 osób dziennie. Preparatów nam nie brakuje, na chętnych czeka kilkaset dawek. Tyle że nie ma kogo – przyznaje Paweł Kochanowski, koordynator akcji szczepień powszechnych w „jedynce” z ramienia Urzędu Miejskiego w Złotoryi.
W zeszłym tygodniu w ciągu dwóch dni zaszczepiło się niespełna 200 osób. W tym na pierwszą dawkę zgłosiło się 4 razy mniej. – Pojedyncze osoby się zapisują, dziennie mamy po kilkunastu chętnych, dlatego ze względów organizacyjnych przesuwamy im wcześniej wyznaczone terminy, kumulując szczepienia na jeden dzień – tłumaczy Kochanowski.
Tydzień temu w SP nr 1 zaczęła się szczepić młodzież z podstawówek. Przychodzą z rodzicami lub opiekunami, którzy muszą podpisać kwestionariusz przed zabiegiem. Punkt ma z nimi jednak coraz większy problem związany z kwalifikacją do szczepienia – w przypadku osób w wieku 12-15 lat może to robić tylko lekarz (w przeciwieństwie do starszych pacjentów, których może kwalifikować ratownik lub pielęgniarka). A „godzin lekarskich” w punkcie brakuje. – Potrzebujemy pilnie lekarza na 4 godziny w tygodniu. Jeśli nikt się nie zgłosi, będziemy zmuszeni odmawiać szczepienia dzieciom w wieku 12-15 lat – zaznacza koordynator.
Kto się szczepi w punkcie w „jedynce”? Okazuje się, że tylko połowa to złotoryjanie. Przyjeżdżają ludzie z całego Dolnego Śląska, ale także z bardziej oddalonych od Złotoryi miast, a nawet z zagranicy. – Stosunkowo wiele osób zgłosiło się z Wrocławia czy Zgorzelca. Szczepili się u nas także mieszkańcy Gdańska. A któregoś dnia zameldowała się 4-osobowa rodzina z Częstochowy. Tłumaczyli, że system rejestracji ich tu skierował. Chodziło zapewne o dostępność preparatu Johnson&Johnson, który był akurat u nas. A skoro już pokonali taki kawał drogi, to zaprosiłem ich do zwiedzenia naszego miasta i okolic, żeby mieli też pozytywne wrażenie turystyczne – uśmiecha się Kochanowski.
Przy pl. Niepodległości szczepili się poza tym Ukraińcy, Koreańczycy z Wrocławia czy… Pakistanka przebywająca w Polsce. Był też Polak, który mieszka w Austrii. Jak tłumaczył, chętnych do zabiegu jest u niego tylu, że łatwiej mu było przyjechać do Polski.
– Słyszymy dużo dobrych opinii na temat organizacji szczepień w naszym punkcie. Staramy się, żeby wszystko działało jak w zegarku. Nie udałoby się to bez zaangażowania ratowników, pielęgniarek i lekarza. Większość z nich pracuje normalnie na etatach w placówkach medycznych. Przychodzą do nas pomagać przed lub po pracy. Są bardzo w porządku – podkreśla Paweł Kochanowski.
W tym tygodniu do skrzynek pocztowych złotoryjan ma trafić list od burmistrza Roberta Pawłowskiego, w którym apeluje do mieszkańców, by nie zwlekali ze szczepieniem. Jeśli chcemy na jesieni normalnie żyć, wyboru nie ma – uważa burmistrz.




.jpg)










Filtry