Człowiek i maszyna uratowały mi życie, dzięki nim jestem wśród żywych. Mała rzecz, a zrobiła swoje – mówi Andrzej Terembuła, złotoryjanin, którego kilka miesięcy temu ocalił defibrylator zamontowany w centrum miasta. W nagrodę otrzymał od dystrybutora sprzętu medycznego niemal identyczne urządzenie. Wczoraj przekazał je miastu, dzięki czemu Złotoryja będzie miała kolejny ogólnodostępny defibrylator.
Pan Andrzej ma 67 lat. Dokładnie pół roku temu, 20 listopada, wybrał się na spacer po Złotoryi. W centrum miasta źle się poczuł i zemdlał. Co się działo dalej – nie pamięta. Obudził się po 3 dniach na oddziale kardiologii w legnickim szpitalu. – Przeszedłem poważny zawał serca. Nawet nie wiedziałem, że choruję. Prowadziłem zdrowy tryb życia: przez ponad 30 lat nie paliłem papierosów, nie piłem alkoholu, spacerowałem po górach, jeździłem na wczasy i do sanatoriów, jedyny problem stanowiła nadwaga – opowiada.
Złotoryjanin miał szczęście w nieszczęściu. Po pierwsze – stracił przytomność w samym centrum miasta, gdzie od września 2019 r. wisi na ścianie budynku straży miejskiej ogólnodostępny defibrylator AED zakupiony w ramach budżetu obywatelskiego. Po drugie – znalazł się ktoś, kto wiedział, jak go użyć i udzielić pierwszej pomocy. Okazał się nim Krzysztof Pieczajko z Zagrodna, żołnierz 10. Brygady Kawalerii Pancernej w Świętoszowie, który ze względu na ćwiczenia na poligonie nie mógł się pojawić na wczorajszym przekazaniu w Urzędzie Miejskim w Złotoryi.
– Dobrze, że był akurat w pobliżu – zaznacza pan Andrzej, który miesiąc temu spotkał się z panem Krzysztofem i osobiście mu podziękował za uratowanie życia. – Opowiedział mi, jak wyglądała cała akcja. Byłe w szoku po tym, co usłyszałem. Pogotowie przyjechało dopiero po 20 minutach, więc nie ma szans, żeby człowiek przeżył. W tym czasie serce zatrzymywało się dwukrotnie. Pan Krzysztof prowadził masaż, a defibrylator przyniosła pracownica jednego ze sklepów, którą poprosił o pomoc. Lekarze powiedzieli mi później, że człowiek i maszyna uratowali mi życie, tylko dzięki temu jestem wśród żywych. Mała rzecz, a zrobiła swoje, człowiek nie byłby w stanie przez 20 minut uciskać klatki piersiowej. Gdy przyjechało pogotowie, miałem już przywrócone krążenie.
Po wydarzeniu z listopada ubiegłego roku firma Adpla, która jest dystrybutorem defibrylatorów marki Lifepak, zdecydowała, że przekaże nieodpłatnie panu Andrzejowi nowe urządzenie. – To taka nagroda dla osoby uratowanej. Wszystkie defibrylatory marki Lifepack objęte są programem Forward Hearts. Polega on na tym, że osoba, która zostanie uratowana, otrzymuje od nas kolejny defibrylator i może go przekazać jednostce publicznej, w ten sposób przyczyniając się do odratowania kolejnej osoby – tłumaczy Marek Płoszyński, dyrektor handlowy Adpla.
Andrzej Terembuła już wcześniej postanowił, że odda defibrylator miastu. – Niech służy mieszkańcom Złotoryi. Ja już swój mam, po zawale wszczepiono mi do serca tzw. kardiowerter, to taki miniaturowy defibrylator, który w razie czego uratuje mi życie – uśmiecha się złotoryjanin.
– Gdy wieszaliśmy to urządzenie na ścianie straży miejskiej, miałem takie życzenie, żeby ono nigdy się nie przydało. Natomiast cieszę się, że ono było w momencie, kiedy pan Andrzej potrzebował pomocy, i że znalazł się odpowiedni człowiek, który nie bał się użyć tego urządzenia, by uratować czyjeś życie – mówi burmistrz Robert Pawłowski, który wczoraj podziękował przedstawicielom firmy Adpla za przekazanie urządzenia uratowanemu złotoryjaninowi. – To jest właśnie taka społeczna odpowiedzialność biznesu. Cieszę się, że w ten sposób podchodzicie do sprawy, że w tym biznesie macie tyle wrażliwości i empatii dla innych ludzi. Jest głębszy sens w tym, co robicie.
Urządzenie jest łatwe w obsłudze. Jak tłumaczy ratownik Michał Paprotny, każdy, nawet jeśli nie przeszedł szkolenia, będzie w stanie sobie z nim poradzić i uratować komuś życie. – Wystarczy je uruchomić przez podniesienie klapki i zaczyna nas instruować krok po kroku za pomocą informacji graficznych oraz komunikatów głosowych, co mamy robić. To taki mobilny instruktor pierwszej pomocy, który bardzo pomaga w sytuacji stresowej, jaką jest akcja ratowania ludzkiego życia – podkreśla ratownik, który zademonstrował w złotoryjskim ratuszu, w jaki sposób użyć defibrylatora. – Co najważniejsze, nie da się nim zrobić krzywdy, nigdy nie zaleci defibrylacji, jeżeli nie jest potrzebna. Każda osoba, która jest nieprzytomna, nieoddychająca, nadaje się do podłączenia do defibrylatora AED. Słuchamy się go bezgranicznie, jeżeli mówi, żeby go nie dotykać – nie dotykamy, jeżeli mówi, że mamy wcisnąć przycisk – wciskamy, jeżeli mówi, że trzeba uciskać klatkę piersiową, to ją uciskamy. Wykonujemy te czynności do czasu przyjazdu pogotowia ratunkowego.
Przypomnijmy, że pomysłodawcą zamontowania przed dwoma laty ogólnodostępnego defibrylatora w centrum miasta był radny Grzegorz Łoś. – To jemu pan Andrzej powinien dziś uścisnąć dłoń, bez jego pomysłu i zaangażowania, bez tego, że chodził i zbierał podpisy pod projektem do budżetu obywatelskiego, może byśmy nie zauważyli wagi problemu – podkreśla burmistrz.
Radny był również obecny na wczorajszym przekazaniu sprzętu. – Cieszę się bardzo, że dostęp publiczny do defibrylacji będzie w naszym mieście większy. To m.in. dzięki głosom mieszkańców, którzy w 2019 r. wzięli udział w budżecie obywatelskim i oddali głos na projekt „Uratuj życie”, możemy się dziś spotkać i porozmawiać z panem, który został uratowany – zaznaczył.
Drugi defibrylator zostanie zamontowany na pl. Władysława Reymonta, na budynku ośrodka kultury. Jest jednak duża szansa na to, że jeszcze w tym roku pojawi się w Złotoryi trzecie takie urządzenie. Zdecydują o tym sami mieszkańcy. – Zgłosiłem do tegorocznego budżetu obywatelskiego projekt rozbudowy systemu pierwszej pomocy w naszym mieście o zakup kolejnego defibrylatora. Mam nadzieję, ze dzięki głosom mieszkańców uda się ten pomysł zrealizować – dodaje Grzegorz Łoś.
Głosowanie w ramach budżetu obywatelskiego rozpocznie się już 7 czerwca.
![]()














Filtry