Günthart zaczyna rekrutację pracowników do fabryki, którą zamierza uruchomić w hali modułowej w Złotoryi. Niemiecki producent ozdób z czekolady i marcepana nie przestraszył się koreańskich planów dotyczących zakładu przetwarzania baterii, który ma powstać w pobliżu, na terenie strefy przemysłowej. Firma zza naszej zachodniej granicy podpisała już umowę z miastem.
Günthart chce produkować u nas dekoracje cukiernicze z marcepana i cukru. Planuje uruchomić zakład jak najszybciej, dlatego zdecydował się wynająć halę modułową, którą kilka miesięcy temu u zbiegu ulic Strefowej i Bolesława Krzywoustego postawiła gmina miejska (pisaliśmy o tym TUTAJ).
Rozstrzygnięcie przetargu na wynajem hali zbiegło się jednak w czasie z opublikowaniem raportu środowiskowego dotyczącego innej inwestycji planowanej pod Wilczą Górą – zakładu odzyskiwania cennych metali z niesprawnych baterii do samochodów elektrycznych. Ma zamiar wybudować go koreański SungEel HiTech. Temu projektowi sprzeciwia się część mieszkańców Złotoryi.
Pod koniec marca pojawiła się informacja, że Niemcy mogą zrezygnować z przedsięwzięcia w naszym mieście. Miało ich zniechęcić sąsiedztwo koreańskiego zakładu i atmosfera wokół tej inwestycji. Obawiali się, że może mieć ona bezpośredni wpływ na ich produkcję, w grę wchodziły także kwestie marketingowe. Zapowiedzieli nawet stworzenie niezależnego raportu dotyczącego przetwarzania baterii. Z nieoficjalnych przekazów wiemy, że zaczęli jednocześnie rozglądać się za inną lokalizacją dla swojej fabryki.
– Fabryki czekolady już prawdopodobnie nie mamy w Złotoryi, dzięki temu, że niektórzy mieszkańcy na tyle dbali o dobro tej firmy, że wysłali maile, którymi skutecznie wystraszyli inwestora – powiedział na sesji 25 marca wyraźnie poirytowany rozwojem wydarzeń burmistrz Robert Pawłowski.
Raport dla Güntharta ostatecznie nie powstał. Niemcy zasięgnęli jednak prawdopodobnie języka i uznali koreańską inwestycję za na tyle bezpieczną, że w kwietniu w Urzędzie Miejskim w Złotoryi pojawił się Stefan Günthart, właściciel firmy cukierniczej, i podpisał z burmistrzem Pawłowskim umowę dotyczącą hali (na zdjęciu obok).
– Raportu jako takiego nie udało się nam uzyskać, ponieważ jego stworzenie okazało się niemożliwe bez niezbędnych informacji przedsiębiorstwa koreańskiego dotyczących przebiegu całego procesu. Możliwe, że takie informacje byśmy uzyskali, ale nie zakładałam, że będą one obiektywne i wiarygodne, dlatego zrezygnowaliśmy – tłumaczy Natalia Naronowicz, menedżerka ds. sprzedaży i marketingu na Europę wschodnią, która w projekcie Günthart Polska przejmie rolę dyrektor generalnej i współudziałowca.
Mimo to Niemcy zdecydowali się jednak wejść w biznes w Złotoryi. – Kiedy dowiedzieliśmy się, że koreańska inwestycja będzie miała miejsce nie w bezpośrednim sąsiedztwie naszej firmy, a w odległości 200 metrów, uznaliśmy, że przy rozpoczęciu działalności w jakiejkolwiek strefie ryzyko powstania takiej inwestycji w sąsiedztwie będzie zawsze – dodaje Natalia Naronowicz.
Producent dekoracji cukierniczych wciąż jeszcze nie otrzymał klucza do hali, ale zaczął już rekrutację pracowników. Firma chce zatrudnić na początek ok. 20 osób. Poszukuje obecnie chętnych do pracy przy produkcji dekoracji cukierniczych i czekoladowych oraz mechaników, którzy pomogą w rozwoju złotoryjskiej fabryki. „Gwarantujemy stabilne zatrudnienie, umowę o pracę, a także wsparcie zarówno przy wdrożeniu, jak i na późniejszych etapach pracy” – czytamy w ogłoszeniu rekrutacyjnym. Mile widziane jest doświadczenie w pracy na produkcji, ale nie jest to wymóg konieczny. Dodatkowym atutem będzie znajomość języka niemieckiego.
Zatrudnione na początek osoby zajmą się przede wszystkim konfekcjonowaniem wyrobów cukierniczych. Günthart nie prowadzi na razie rekrutacji na stanowiska kierownicze czy kontrolne – zostaną na nie przeszkoleni pracownicy z tej 20-osobowej grupy przyjętej w pierwszym etapie.
Większą liczbę pracowników (docelowo ma ich być ok. 70) Günthart chce zatrudnić pod koniec tego roku, gdy do Złotoryi sprowadzi park maszynowy i ruszy produkcja dekoracji cukierniczych.
Z podpisania umowy cieszy się Robert Pawłowski, choć podkreśla jednocześnie, że nie jest to sprawa przypadku. – Moim zdaniem sprawę udało się doprowadzić do końca, bo niemiecki inwestor przeanalizował fakty, a nie mity. Od początku w sprawie koreańskiego zakładu była prowadzona fałszywa narracja. Epatowano przekazem, że jest to zakład utylizacji, a nie zwykła fabryka pracująca na cennych surowcach z baterii, dezawuowano klasę inwestora, za którym stoi druga pod względem wielkości firma koreańska i którego chętnie by przyjęły u siebie inne samorządy na Dolnym Śląsku – uważa burmistrz. – Jest niestety w Złotoryi grupa ludzi, która szkodzi miastu. My jednak robimy swoje. Mamy już wyrobioną markę, inwestorzy wiedzą, że będą u nas dobrze obsłużeni, co wcale nie jest takie oczywiste w innych gminach – dodaje.
Günthart czeka na CV lub dane kontaktowe od osób, które chcą pracować przy produkcji dekoracji cukierniczych i z czekolady. Należy je przesyłać na adresy, które można znaleźć TUTAJ.














Filtry