Węgrzy przekonują złotoryjan, że nie mają się czego bać. Chodzi o zakład przetwarzania odpadów z baterii do samochodów elektrycznych, który koreańska firma SungEel chce postawić na terenie złotoryjskiej strefy przemysłowej. Taki sam funkcjonuje od dwóch lat u naszego madziarskiego „bratanka”. Jego szef gościł wczoraj w Złotoryi. I opowiadał, że nad Balatonem też nieufnie na początku podchodzono do azjatyckiego biznesu.
Koreańczycy z SungEel Hi Tech mają zamiar przetwarzać w Złotoryi elementy baterii do samochodów elektrycznych. Nie chodzi jednak o zużyte akumulatory ze starych aut trafiających na złom, lecz o odpady produkcyjne – nowe baterie, które nie przejdą kontroli jakości w fabryce LG Chem w Kobierzycach, największym tego typu zakładzie w Europie. To właśnie LG przyciągnęło w nasze strony firmę SungEel. Koreańczycy dysponują technologią odzyskiwania cennych metali z baterii i szukają surowca do przetworzenia, a na Dolnym Śląsku będą go mieli pod dostatkiem – właśnie dzięki współpracy z LG Chem.
Część złotoryjan pochodzi nieufnie do tej inwestycji. Dlatego wczoraj Koreańczycy, którzy starają się o uzyskanie decyzji środowiskowej (wydaje ją burmistrz), spotkali się najpierw z miejskimi radnymi w sali widowiskowej ośrodka kultury, a następnie z mieszkańcami, tyle że już w formule online. By przekonać do swojej technologii, do Złotoryi przyjechali najważniejsi menadżerowie odpowiedzialni za polski projekt, łącznie z prezesem całej firmy. Na pierwszym spotkaniu było 11 radnych, na platformie zaś zalogowało się 14 osób, w tym ponownie kilku rajców. Jednym i drugim prezentację omawiającą wszystkie aspekty inwestycji przedstawił dr Mateusz Cuske, ekspert ds. ochrony środowiska, który opracował raport środowiskowy dla Koreańczyków i jest ich pełnomocnikiem w procesie wydania decyzji środowiskowej.
SungEel planuje prowadzić w Złotoryi wstępny proces odzysku cennych metali, czyli głównie rozdrabnianie mechaniczne – nie całych baterii, tylko ich elementów. Mają być mielone na hermetycznych liniach technologicznych, wyposażonych w cały system cyklonów i filtrów zabezpieczających przed emisją niebezpiecznych substancji. Powstanie w ten sposób tzw. czarny pył zawierający m.in. cenne pierwiastki: nikiel, mangan i kobalt. To na nich najbardziej Koreańczykom zależy. Ta mieszanina tlenków metali trafi najpierw do Korei na wzbogacenie w procesach chemicznych. Uzyskane w ten sposób nikiel, mangan i kobalt wrócą do fabryki i będą ponownie użyte do produkcji baterii.
Cuske wiele miejsca w swojej prezentacji poświęcił kwestiom bezpieczeństwa. Podkreślał, że odpady z kategorii „niebezpieczne” mają stanowić 10 proc. wszystkich odpadów, które będą przyjeżdżać z Kobierzyc do Złotoryi. Ma być ich rocznie ok. 20 tys. ton. Jakich konkretnie? Mowa przede wszystkim o odpadach suchych: elementach katod, ogniwach bateryjnych bez elektrolitu i modułach baterii, częściowo naładowanych bądź rozładowanych, które ze względów jakościowych nie zostały dopuszczone do dalszej produkcji (na zdjęciu obok). Odpadów ciekłych ma być tylko 10 proc. – chodzi o szlam anodowy i katodowy, czyli roztwory wodne grafitu lub tlenków metali.
Doktor przyznał też, że „czarny pył”, który powstanie po mieleniu, to substancja klasyfikowana jako niebezpieczna. – Bo zawiera metale ciężkie, jak zresztą wiele baterii w telefonach komórkowych. Ale jest niepalna i niewybuchowa – podkreślał. Zapewniał również, że zakład nie będzie wypuszczał do kanalizacji miejskiej żadnych ścieków poza bytowymi. I przedstawił list intencyjny od firmy Eko-Tech, z którą Koreańczycy chcą podpisać umowę na odbiór solanki (mają być w niej rozładowywane z resztek energii elementy baterii, zanim trafią do młynów).
Na spotkaniu z radnymi pojawił się także dyrektor należącego do SungEel zakładu w Szigetszentmiklós na Węgrzech, działającego od 2019 r. Zdradził, że tam również było protesty mieszkańców i opór radnych, a Koreańczycy przekonywali ludzi przez rok, tłumacząc, czym się chce zajmować ich firma. W końcu im się udało. – Nasi mieszkańcy bali się zanieczyszczenia środowiska, ale to jest biznes, w którym nie opłaca się emitować substancji w powietrze, 99 proc. trafia z powrotem do produkcji – tłumaczył Zoltan Bernath. Dziś zakład nie wzbudza większych kontrowersji, uzyskuje nawet wsparcie od rządu węgierskiego na rozwój technologii związanych z elektromobilnością.
Koreańczycy, zachęceni sukcesem, rozpoczęli nawet procedury zmierzające do uruchomienia drugiej instalacji na Węgrzech, w miejscowości Batonyterenye przy granicy ze Słowacją – ponoć ma być zlokalizowany tuż przy rzece i rezerwacie przyrody. Prezydent tej miejscowości napisał nawet list otwarty do burmistrza Złotoryi i mieszkańców, który ma być opublikowany na stronie miejskiej. Ma w nim zapewniać, że koreańska firma jest godna zaufania i nie stwarza zagrożenia dla ochrony środowiska.
Cuske zaprezentował uczestnikom spotkania nagrany kilka dni wcześniej film z zakładu na Węgrzech (na zdjęciu obok), na którym pokazał, jak wygląda proces przetwarzania odpadów bateryjnych. Zakład w Polsce ma być wprawdzie 2-3 razy większy, ale technologia – rozwijana od 20 lat na terenie Korei Południowej – będzie identyczna.
Autor raportu odniósł się również do kwestii filmu z zakładu Duesenfeld w Niemczech. Potwierdził, że doszło do nieporozumienia i że instalacja rzeczywiście nie należy do SungEel (taka informacja pojawiła się w pierwszej fazie dyskusji na forum rady miejskiej), ale do innej firmy, która kilka miesięcy temu też prowadziła wstępne rozmowy w Złotoryi. – To film ogólnie dostępny, chodziło nam o zobrazowanie, co faktycznie ma być robione na złotoryjskiej strefie. Obydwie instalacje mają wiele tożsamych procesów, tyle że w Niemczech są przetwarzane całe baterie, a w Złotoryi będą tylko ich elementy – tłumaczył Cuske.
Złotoryjanie, którzy zalogowali się na spotkanie, pytali m.in. o to, jakie korzyści z wybudowania zakładu będzie miało miasto i mieszkańcy, jak proces inwestycyjny wpłynie na infrastrukturę miejską oraz czy zakład będzie zatrudniał także kobiety. Wskazywali też na obawy związane z ryzykiem wybuchu i pożaru, a także na słabo rozwiniętą w naszym mieście sieć dróg, z której będą korzystały ciężarówki transportujące elementy baterii oraz mieszaninę tlenków metali. Burmistrz Robert Pawłowski zauważył w tym miejscu, że taki zakład to argument przy staraniach o dofinansowanie budowy obwodnicy Złotoryi. – Może pomóc wywrzeć presję na szczeblu rządowym w tej sprawie, bo rozwój elektromobilności to dla rządu priorytet – podkreślił. Z kolei jeden z mieszkańców, Mieczysław Pluta, zaproponował Koreańczykom, że jeśli myślą o sprowadzeniu do Złotoryi kolejnych firm z Azji, to niech to będzie przedsiębiorstwo z branży spożywczej. – Wtedy mielibyśmy dodatkową gwarancję, że będą dbali u siebie o czystość procesu technologicznego – stwierdził złotoryjanin. – Koreańczykom bardzo zależy na pozytywnym wizerunku, wiec to temat do dalszej dyskusji – odpowiedział Cuske.
Jaka ma być struktura odpadów trafiających do złotoryjskiego zakładu, jakie zagrożenie będzie generować w porównaniu choćby ze stacją paliw, myjnią samochodową czy stacją elektroenergetyczną, a przede wszystkim co intrygowało mieszkańców i jakie odpowiedzi uzyskali – te wszystkie informacje są dostępne na filmie ze spotkania, który można obejrzeć pod naszym artykułem.
Dodajmy, że transmisja ze spotkania cieszyła się przeciętną oglądalnością – śledziły ją maksymalnie 33 osoby (w jednym czasie). Dla porównania: w amerykańskim Endicott, które protestami mieszkańców zniechęciło Koreańczyków do inwestowania w tej miejscowości (mimo że mieli już pozwolenie od władz), w spotkaniu na Zoomie uczestniczyło... ponad 240 osób (we wsi pod Nowym Jorkiem mieszka prawie tyle samo ludzi co w Złotoryi).














Filtry