– Już chwile po rozpoczęciu prac, mieszkańcy mieli problem z dojazdem do domu. Z dnia na dzień stan drogi dojazdowej drastycznie się pogarszał, mimo licznych interwencji i próśb, zarówno FC Fobis jak i wójt (gospodarz gminy) umywali ręce, tłumacząc się cięciem kosztów – pisze do nas rozgoryczona mieszkanka.
Oto pełna treść przesłanego do naszej redakcji maila: „Prace przy budowie drogi w Prusicach rozpoczęto w połowie stycznia br. Początkowo jak zapowiadano, budowa drogi miała przebiegać etapami tak, żeby każdy z mieszkańców miał dojazd do swojej posesji. W pierwszej kolejności miała zostać wykonana tzw. „droga donikąd” czyli droga wiodąca do pól.. Po tygodniu prac mieszkańcy zostali „odcięci” od świata. Jedynie ciężki sprzęt był w stanie przejechać polna droga. Po kilku dniach gdy samochody ciężarowe zaczęły się zakopywać, przerwano budowę i firma zaczęła remont kolejnej drogi , później kolejnej i kolejnej. W obecnej chwili w Prusicach rozkopanych jest 5 dróg, każda wygląda jak jedno wielkie pobojowisko, nigdzie nie widać żadnego postępu. Dlaczego nikt nie kontroluje lubińskiej firmy? Gdzie jest Pan Wójt wielki gospodarz, który mimo setki próśb o interwencje, nie widzi problemu? A najważniejsze – jak do tego doszło ze firma z Lubina, która mimo wyższej oferty wygrała przetarg ze złotoryjska firma? Czyżby w grę wchodziły jakieś układy? Mieszkańcy błagają o pomoc, od dwóch miesięcy nie mogą dojechać do domu. Większość z nich ma małe dzieci, jeden z mieszkańców prowadzący działalność gospodarcza został odcięty od źródła dochodu. Mało tego, gmina ze względu na brak dojazdu do posesji, przestała wywozić śmieci. Mieszkańcy do tej pory trzymali samochody u sąsiadów, natomiast Ci są oburzeni tak długim czasem postoju i proszą o opuszczenie podwórek. Do tej pory mieszkańcy interweniowali u kierownika budowy, dyrektora firmy, prezesa firmy (którego sekretarka ciągle zbywa mieszkańców ciągłymi spotkaniami i brak możliwości kontaktu), kierownika geodezji oraz gospodarza gminy – wszędzie są zbywani i zapewniani, ze firma wkrótce wróci na plac budowy i zacznie remont. Jak to możliwe ze firma, która na co dzień zajmuje się budową dróg, nie wie jak zabrać są za budowę krótkiego odcinka asfaltu. To wszystko wygląda jak jedna wielka amatorka twierdzą inni eksperci zajmujący się takimi pracami na co dzień. Mieszkańcy maja dosyć i proszą o pomoc. Jedynie czego pragną to wrócić do normalności, wyjść za ogrodzenie i spokojnie dojechać do domu.
Co na to starostwo?
Okazuje się, że startująca w przetargu złotoryjska firma zaoferowała cenę o 30 proc. niższą niż cena szacunkowa. Dlatego też starostwo wystąpiło z wnioskiem o wyjaśnienie tzw. „rażąco niskiej ceny”. Firma w wyjaśnieniu przyznała, że w swoich obliczeniach przeoczyła kilka kwestii.
Należy zauważyć, że sytuacja pogodowa nie jest życzliwa zarówno dla wykonawcy jak i mieszkańców. Opady deszczy powodują, że miejsce budowy zmienia się w błoto. W związku z tym na cotygodniowej radzie budowy (obecni na niej byli m.in.: wójt, przedstawiciele inwestora i wykonawcy oraz inspektor nadzoru budowlanego) wykonawca został zobligowany do wysypania na błoto ciężarówki tłucznia (w piątek także droga została nim wysypana) i pozostawienia zapasu takiej samej ilości tłucznia na wypadek konieczności jego zastosowania.
Gdy tylko aura na to pozwoli, prace ruszą do przodu. Jak na razie, pomimo chwilowego postoju, trudno mówić o jakichkolwiek opóźnieniach, gdyż firma, która wygrała przetarg ma czas do końca maja.














Filtry