Po zamontowaniu setnej budki lęgowej, przestał je liczyć. Adam Pawlus ocenia, że w ciągu 8 lat powiesił ich ok. 150 w różnych rozmiarach.
– Angażuję do pomocy synów. Młodszego, aby miał szacunek dla przyrody i starszego ze względu na jego wzrost (przydaje się na wyższych drzewach) – mówi złotoryjanin.
Większość budek została zamontowana w Złotoryi, a część w Podolanach i Wysocku.
Samo powieszenie budki nie oznacza końca pracy, gdyż raz w roku należy je czyścić. Pan Adam robi to na wiosnę (do końca lutego), gdyż po tym czasie ptaki już zaczynają rozglądać się za lokalizacją pod przyszłe gniazda, a nie lubią jak do upatrzonego miejsca ktoś im w międzyczasie zagląda. Czyszczenie jest niezbędne, aby usunąć pasożyty czy zarazki. W naturze ptaki wiją gniazda w starodrzewach, a opuszczone są przerabiane, przeżuwane przez żyjące tam chrząszcze i mikroorganizmy.
![]()
– Budka lęgowa jest tworem sztucznym i izolowanym od środowiska, wymaga więc opieki człowieka. Tylko domki dla nietoperzy są „bezobsługowe”, ponieważ nie mają podłogi. Mają one inną konstrukcję, są wąskie. Nietoperze wciskają się w nie od dołu, oczywiście nie zimują w nich, tylko korzystają latem jako miejsce do spania. Ja nie czyszczę budek jesienią, bo zimą wiele ptaków korzysta z nich w czasie mrozów. Czytałem gdzieś, że wydatek energetyczny ptaka, który ma osłonięte, zadaszone schronienie jest o 18 procent mniejszy, a gdy dodatkowo jest ono wyścielone mchem to zyskuje kolejne 18 proc. Dla dzikich zwierząt ta różnica może być sprawą życia lub śmierci – dodaje złotoryjanin, który budki corocznie zamawia w internecie, płacąc za nie średnio z własnej kieszeni 20 zł za sztukę. Jak więc łatwo obliczyć, w ciągu 8 lat wydał ok. 3 tys. zł.
Dlaczego to robi? – Bo jesteśmy im to winni za wycięte stare drzewa, które są ich naturalnym siedliskiem lęgowym. Świadczy o tym choćby to, że 100 procent typowych budek jest corocznie zasiedlanych, nawet te blisko ruchliwej drogi. Ptaki nie są głupie tylko zdesperowane, instynkt nakazuje im budować gniazda, ale nie mają gdzie – odpowiada Adam Pawlus.
Budki, które montuje mają różne rozmiary, od typu A1 – czyli te dla najmniejszych ptaków takich jak muchołówka, do typu E dla sów, które należy wieszać bardzo wysoko (ok. 10 m nad ziemią).
Wśród wielu porad, jakie można przeczytać, znajduje się taka, że budki lęgowe należy wieszać na takiej wysokości, aby człowiek z przeciętnej długości kijem nie mógł jej strącić, bo tacy wandale są główną przyczyną zniszczeń. Pan Adam jest jednak nastawiony do tego tematu pozytywnie, gdyż nigdy takiej sytuacji nie odnotował. Wręcz przeciwnie, niemal zawsze spotyka się ze zrozumieniem. – Bywa jednak, że ludzie narzekają, iż tam będą mieszkać szpaki, a to przecież szkodniki, które objadają nam czereśnie. Otóż szpaków gniazduje u mnie niewiele, a często wcale, po drugie, są to są szkodniki, ale okresowe, przez 3 tygodnie w roku, po tym czasie są pożyteczne (o ile ktoś nie jest zawodowym sadownikiem) tak jak inne stworzenia – mówi złotoryjanin.
Ludzie nie niszczą, więc może coś innego stanowi problem?
– Na początku denerwował mnie dzięcioł, który rozkuwał otwory i wchodził do środka, obiłem więc wlot blachą, co załatwiło sprawę, ale potem pomyślałem sobie, że dzięcioł też jest w końcu elementem ekosystemu i ma tu swoje należne miejsce i od tego czasu już tego nie robię. Chociaż parę domków mi zniszczył, no ale taka to już jego niezłośliwa przecie natura – opowiada pan Adam.
Często domki, zamiast ptaków, zamieszkują wiewiórki (niektóre wypełnione są rozłupanymi orzechami aż po sam otwór wlotowy). Innymi lokatorami mogą być np. szerszenie czy myszy.
Zachęcamy wszystkich czytelników do naśladowania pana Adama i do montowania budek lęgowych dla ptaków. Czym więcej, tym lepiej.














Filtry