Koronawirus dziesiątkuje grono pedagogiczne w Zespole Szkół Zawodowych w Złotoryi. Już kilkunastu pracowników placówki ma wynik dodatni lub czeka na wieści z laboratorium. Absencja jest tak duża, że dyrekcja ma trudności z ułożeniem planu lekcji. Problemy są również w drugiej złotoryjskiej szkole średniej, ogólniaku, gdzie z powodu nowego zakażenia wśród nauczycieli nie udało się wprowadzić nauczania hybrydowego.
Po tygodniowej przerwie w tradycyjnym nauczaniu i lekcjach prowadzonych w formie zdalnej (pisaliśmy o tym TUTAJ) ZSZ planował przejść od wczoraj na nauczanie hybrydowe. Uczniów podzielono na 2 mniej więcej równe części. Jedna grupa miała się uczyć przez 2 tygodnie stacjonarnie, w szkole, druga – zdalnie, w domu. Po dwóch tygodniach miała nastąpić zmiana, zgodnie z harmonogramem.
Hybrydowego nauczania nie udało się jednak wprowadzić w pełnym zakresie. Sporej części nauczycieli nie ma bowiem w pracy. Aż 12 pracowników ZSZ, w tym 10 nauczycieli, ma objawy zakażenia koronawirusem. U pięciu z nich (stan na wtorek 20 października na godz. 13) testy dały wynik pozytywny, reszta czeka na wyniki. Do tego trzech kolejnych pedagogów jest na zwolnieniach lekarskich z powodu innych schorzeń. Placówka jest więc bliska paraliżu.
Jeszcze w piątek dyrektor Jan Kotylak z konieczności ogłosił poniedziałek 19 października dniem wolnym od zajęć dydaktycznych. Wczoraj natomiast na stronie szkoły pokazało się następujące ogłoszenie: „Z powodu braku potwierdzonej liczby absencji nauczycieli nie jesteśmy nadal w stanie w pełni zorganizować planu, dlatego w dniu 20.10.2020 r. do szkoły przychodzą tylko klasy maturalne tj. 4 TMI, 4 TH, 4 TL i 3 LO. Pozostałe klasy mają zajęcia prowadzone zdalnie z pracowni szkolnych”.
– Sytuacja jest bardzo dynamiczna. Nie wiemy, jak będzie jutro. Na razie realizujemy nauczanie hybrydowe, choć nie tak jak sobie wcześniej zaplanowaliśmy. Nauczaniem stacjonarnym objęte są tylko 4 klasy maturalne, którym czas na naukę najszybciej ucieka. Pozostałe są na zdalnym, z lekcjami prowadzonymi przez internet – tłumaczy dyrektor Kotylak.
– Mamy tylko nadzieję, że powiat złotoryjski nie zostanie objęty czerwoną strefą i nie będziemy musieli przejść na zdalne nauczanie w całości. Nikt tego w szkole nie chce, to zło konieczne. Ślęczenie przez kilka godzin przed komputerem jest bardzo obciążające dla zdrowia zarówno uczniów, jak i nauczycieli – dodaje.
Na nauczanie hybrydowe od poniedziałku 19 października planowało przejść również Liceum Ogólnokształcące w Złotoryi, by zminimalizować ryzyko rozprzestrzeniania się wirusa. Przypomnijmy, że do 12 października lekcje w tej szkole prowadzone były zdalnie. W ubiegłym tygodniu uczniowie, którzy nie byli objęci kwarantanną po kontakcie z zakażonym katechetą, wrócili na zajęcia stacjonarne. Okazało się jednak, że wśród nauczycieli ogólniaka pojawiło się drugie zachorowanie i szkoła od wczoraj zamiast na „hybrydę” przeszła ponownie na zdalne nauczanie. Tym razem przymusowa izolacja ma trwać do 23 października, czyli do końca tego tygodnia.
– Zdalne lekcje prowadzone są przez nauczycieli ze szkolnych pracowni. Mamy świetną frekwencją wśród uczniów, przykładowo na moich zajęciach była wczoraj 100-procentowa obecność. Widać, że młodzież jest świadoma trudnej sytuacji i się mobilizuje – podkreśla Barbara Mendocha, dyrektorka LO. – Liczymy jednak po cichu na to, że apogeum zachorowań minie w tym miesiącu, a najpóźniej w listopadzie i będziemy mogli wrócić normalnie do szkoły, bo tego wszyscy chcemy. Do tego czasu musimy czekać, nie możemy nic innego zrobić – dodaje.
Plan nauki hybrydowej pozostaje cały czas aktualny. Dyrekcja ogólniaka będzie chciała go wprowadzić w kolejnym tygodniu, o ile w Złotoryi utrzyma się żółta strefa i okres zdalnego nauczania nie będzie przedłużony.














Filtry