Bardzo nostalgicznie zrobiło się wczoraj w auli Liceum Ogólnokształcącego im. Jana Pawła II w Złotoryi. Odbyła się tam uroczystość z okazji 75-lecia szkoły.
– 75 lat. To dużo. Ale nie aż tak dużo, jeśli mierzyć czas historią. To zaledwie chwila, jeśli spojrzeć na nią z perspektywy pokoleń. A jednak wystarczająco długo, żeby jedna szkoła stała się małą kroniką wielkiego świata. Proszę państwa, gdyby ławki i ściany potrafiły mówić, prawdopodobnie nie pozwoliłyby nam dzisiaj prowadzić tej uroczystości. Słyszelibyśmy głosy tych, którzy przychodzili tu z przekonaniem, że szkoła jest końcem świata i tych, którzy dopiero po latach zrozumieli, że była jego początkiem. Usłyszelibyśmy o pierwszych miłościach, o przyjaźniach, o strachu, nieśmiałości, nadziejach. O nauczycielach, których wtedy nie rozumieliśmy, a których słowa przypominamy sobie dzisiaj. O egzaminach zdanych i oblanych. O świadectwach, o łzach, o śmiechu. I o tych wszystkich ludziach, którzy przez 75 lat weszli przez szkolne drzwi jako uczniowie, a wyszli z nich jako absolwenci. Tylko, że między jednym, a drugim wydarzyło się całe życie, które dziś jak powidoki błyska w naszej niedoskonałej pamięci – mówiła jedna z nauczycielek prowadzących uroczystość.
Jak przystało na tak zacną rocznicę, nie zabrakło wielu wspomnień zapisanych przez nauczycieli, ale odczytanych przez uczniów.
„Pamiętam, że szkoła była niewielka. Po trzy klasy w roczniku, przy czym zwykle to były klasy kilkunastoosobowe. Żyliśmy wtedy w czasie, kiedy wymagało się od nas dyscypliny. Baliśmy się dyrektora Józefa Górzańskiego, zmiękczaliśmy pączkami germanistkę prof. Danutę Kwaśniak, czuliśmy respekt przed geografem prof. Andrzejem Frąckiewiczem, jako humaniści unikaliśmy na lekcji wzroku fizyka prof. Bronisława Szewczyka, naruszaliśmy równowagę psychiczną prof. Romana Gorzkowskiego, kochaliśmy nazywającą nas dziećmi matematyczkę prof. Annę Radzicką, okazywaliśmy szacunek polonistce i wychowawczyni w jednej osobie prof. Zenonie Chołoniewskiej. Zresztą to ona wpadła na pomysł, abyśmy od drugiej klasy liceum nosili mundurki. My, dziewczyny żakiecik i spódniczkę a chłopcy marynarkę i identyczne spodnie. Niespecjalnie nam to przeszkadzało”.
„Pamiętam swoją wychowawczynię Alinę Skowrońską, z którą później pracowałem. Rozwijała nasze zainteresowania, pomagała nam w każdej sferze. Wspominam bardzo dobrze panią Jolantę Kielar, nauczycielkę języka polskiego, panią Wiesławę Jacak, pana Karola Łąka, który co lekcję swoimi doświadczeniami, eksperymentami nas fascynował. Pamiętam, jak z kolegami co lekcję prosiliśmy pana Karola Łąka, żeby nam opowiedział o swoim pobycie na wczasach w Argentynie. I praktycznie dziesięć zajęć z rzędu pokazywał nam slajdy i to te same slajdy”.
„Pamiętam, że miałam raczej fajnych i przyjaznych nauczycieli. Miło wspominam lekcje matematyki z panią profesor Anną Radzicką, która nawet najbardziej opornym humanistom potrafiła wytłumaczyć skomplikowane zadania matematyczne. Wesoło bywało też na niemieckim z panią profesor Wiesławą Jacak, ale najciekawiej i najtrudniej było chyba na języku angielskim prowadzonym przez Garetha, nauczyciela z Wielkiej Brytanii, który, nie mówiąc ani słowa po polsku, musiał się nieźle nagimnastykować, by wytłumaczyć nam zasady gramatyczne” – to tylko część wspomnień, które mogliśmy usłyszeć z mównicy.
Następnie głos zabrała dyrektorka szkoły. – Nie ma dla gospodarza większej satysfakcji, niż widzieć dom wypełniony tak zacnymi, bliskimi sercu ludźmi. To dla mnie zaszczyt i wielka radość, że mogę powitać państwa w murach Liceum Ogólnokształcącego w Złotoryi z okazji wyjątkowego święta. Siedem i pół dekady to tysiące szkolnych dni, lata pracy kilkuset pedagogów, kilkadziesiąt roczników uczniów, to zwykła codzienność i wspaniałe święta. W ciągu tych lat doczekaliśmy się 5877 absolwentów. Potem każdy poszedł swoją drogą, zdobywał kolejne życiowe doświadczenia, zakładał rodzinę, realizował się na swój sposób. Ale bez względu na fakt, czy liceum pożegnał rok, dwa, dziesięć, czy może kilkadziesiąt lat temu, na zawsze będzie już cząstką tej szkoły, która również pozostanie w jego pamięci. Bo jubileusz to historia zapisana nie tylko w kronikach, lecz przede wszystkim w ludzkich sercach. To nie tylko wspomnienia, to opowieść o ludziach, którzy tworzyli tę szkołę, wartościach, które przekazywali, i marzeniach, które wielokrotnie dzięki niej stawały się rzeczywistością. Dziś z dumą patrzymy na historię naszego liceum i pamiętamy, że jego największym bogactwem zawsze byli i są ludzie. To oni tworzą jego tradycję, budują autorytet i sprawiają, że miejsce to pozostaje istotne na mapie życia wielu pokoleń. Bowiem w szkole najważniejszy jest uczeń, duszą szkoły jest nauczyciel i każdy pracownik, wsparciem rodzice, a dumą absolwenci. Składam ogromne podziękowania za przybycie na dzisiejszą uroczystość emerytowanym pracownikom. Witajcie w domu. Choćbyście nie byli tu przez lata, korytarze tej szkoły pamiętają wasze kroki, głosy. Cieszymy się, że jesteście dziś z nami. Składam równie serdeczne podziękowania obecnie pracującym za wszystko to, co powstało i powstaje, za wspólne działania dla dobra uczniów. Zdecydowana większość aktualnie pracujących nauczycieli to absolwenci tej właśnie szkoły. Dziękuję wszystkim, którzy wspierali i wspierają naszą szkołę: organowi prowadzącemu i władzom samorządowym, kuratorium oświaty, radzie rodziców na czele z przewodniczącą, przyjaciołom i sponsorom. Dziękuję kierownikom jednostek samorządowych oraz dyrektorom placówek oświatowych. Dziękuję za uwagę. Beata Franczak, z domu Dąbrowska, absolwentka, rocznik 1992 – mówiła dyrektorka, a jak się później okazało, większość zaproszonych gości to absolwenci złotoryjskiego LO, którzy wielokrotnie podkreślali, że to naprawdę świetna szkoła.
Dyrekcji, nauczycielom, pracownikom i uczniom szkoły pogratulowali jubileuszu i złożyli życzenia m.in. wicestarosta Beata Gralak, burmistrz Paweł Kulig, wójt Jan Tymczyszyn.
Na koniec wszyscy udali się na poczęstunek.
![]()














Filtry