Czy turbiny wiatrowe będą słyszalne i czy ich praca może przeszkadzać mieszkańcom? To jedno z najczęściej powracających pytań w rozmowach o inwestycjach wiatrowych. Wątpliwości są zrozumiałe, bo dotyczą codziennego komfortu życia. Jednocześnie w przypadku farm wiatrowych wiele opinii opiera się na obiegowych przekonaniach, które nie zawsze znajdują potwierdzenie w danych.
Temat hałasu pojawia się niemal zawsze. Mieszkańcy pytają, czy turbiny będzie słychać w domach, czy mogą być uciążliwe wieczorem i w nocy oraz kto właściwie ocenia takie oddziaływanie, zanim inwestycja otrzyma zgodę. W praktyce nie ma tu miejsca na dowolność. Każda farma wiatrowa musi przejść szczegółowe analizy środowiskowe, które obejmują m.in. odległość od zabudowy, ukształtowanie terenu oraz sposób rozchodzenia się dźwięku.
Jak podkreślają eksperci, to właśnie te parametry, a nie deklaracje inwestora, decydują o tym, czy projekt może być realizowany. „Nie ocenia się farmy wiatrowej na podstawie przypuszczeń. Każda lokalizacja jest analizowana pod kątem konkretnych danych, które pozwalają określić rzeczywisty wpływ na otoczenie” – wskazuje Arkadiusz Dyjakon z Uniwersytetu Przyrodniczego we Wrocławiu.
Proces ten podlega kontroli instytucji publicznych. Regionalna Dyrekcja Ochrony Środowiska bada wpływ inwestycji na środowisko i krajobraz, a Państwowa Inspekcja Sanitarna ocenia, czy spełnione są normy hałasu i czy inwestycja nie będzie uciążliwa dla mieszkańców. Bez pozytywnej oceny tych instytucji projekt nie może być realizowany.
Same normy są ściśle określone. W terenach mieszkaniowych dopuszczalny poziom hałasu wynosi 50 decybeli w ciągu dnia i 40 decybeli w nocy, a w niektórych obszarach mieszkaniowo-usługowych odpowiednio 55 i 45 decybeli. Choć liczby te niewiele mówią bez kontekstu, eksperci zwracają uwagę, że odpowiadają one poziomowi dźwięków, z którymi mamy do czynienia na co dzień. „To poziom zbliżony do pracy lodówki, cichej rozmowy czy szumu wiatru w drzewach. W wielu przypadkach dźwięk turbiny po prostu zlewa się z naturalnym tłem akustycznym” – tłumaczy Dyjakon.
Wyniki badań potwierdzają te obserwacje. Analizy przeprowadzone przez Centralny Instytut Ochrony Pracy – Państwowy Instytut Badawczy pokazują, że odczuwalna uciążliwość hałasu turbin jest niewielka. Średnia ocena wyniosła 2,33 w dziesięciostopniowej skali, a ponad 60 procent badanych uznało, że hałas nie przeszkadza w wykonywaniu pracy nawet w pobliżu instalacji.
Badacze zwracają również uwagę na znaczenie odległości. W ich pomiarach poziom dźwięku nie przekraczał 50 decybeli już w odległości powyżej 300 metrów od farmy, natomiast powyżej 500 metrów nie odnotowano strefy uciążliwości rozumianej jako utrudnienie wykonywania podstawowych czynności.
„W dyskusji o wiatrakach bardzo często mieszają się emocje, pojedyncze zasłyszane historie i fakty. Tymczasem w przypadku hałasu kluczowe są pomiary, normy i konkretne warunki lokalizacji” – zaznacza prof. Dyjakon. Jak dodaje, dobrze zaprojektowana instalacja musi spełniać rygorystyczne wymagania środowiskowe, dlatego ocena jej wpływu powinna opierać się na wiedzy, a nie na obawach.
Z perspektywy mieszkańców najważniejsze pozostają trzy elementy: zachowanie odpowiedniej odległości od zabudowy, dotrzymanie obowiązujących norm hałasu oraz przejrzystość całego procesu inwestycyjnego. To one w praktyce decydują o tym, czy farma wiatrowa może funkcjonować bez odczuwalnej uciążliwości dla okolicy.
ŹRÓDŁA: https://www.ciop.pl/CIOPPortalWAR/file/96078/Raport_z_badan_uciazliwosi_halasu_turbin_wiatrowych.pdf















Filtry