Wczoraj w małej sali kinowej Złotoryjskiego Ośrodka Kultury miała miejsce promocja, wydanej przez IPN oddział we Wrocławiu oraz Urząd Miasta w Złotoryi, książki profesora Roberta Klementowskiego „Urząd Bezpieczeństwa w Złotoryi (1945–1956)”.
Zebranych powitała dyrektorka MBP Aneta Wasilewska. A spotkanie poprowadził złotoryjski historyk Roman Gorzkowski.
– Panie profesorze, bardzo dziękuję za napisanie tej niełatwej książki. Wiemy co w latach 1945-56 działo się w Polsce. Ta książka zostanie dla pokoleń, a dzisiaj otwieramy nowy rozdział i pokazujemy naszym młodym pokoleniom ten ciężki rozdział w historii przede wszystkim naszej małej ojczyzny – powiedział burmistrz Paweł Kulig, który podziękował przy okazji Romanowi Gorzkowskiemu za podjęcie się prowadzenia spotkania, a dyrektorce Anecie Wasilewskiej i dyrektorowi ZOK-u Zbigniewowi Gruszczyńskiemu za przygotowanie spotkania.
Następnie, po przybliżeniu sylwetki autora przez dyrektorkę MBP, Roman Gorzkowski opowiedział zebranym o działalności „bezpieki” w całym kraju.
Głównym punktem spotkania była jednak wyświetlana na ekranie prezentacja, relacjonowana przez samego autora książki. – Jest mi bardzo miło, nie spodziewałem się takiej frekwencji, bardzo dziękuję za przybycie. Na początek chciałbym bardzo podziękować byłym i obecnym władzom miasta, pani Ani (Anna Ardelli – dop. red.), która wszystkim kierowała przez wiele lat. Ta książka powstawała przez dobrych 5 lat. Dziękuję wszystkim, którzy się przyczynili do jej powstania – powiedział Robert Klementowski.
Dzięki, trwającemu ponad 2 godziny, spotkaniu dowiedzieliśmy się m.in. o tym, że złotoryjski UB cierpiał na brak odpowiedniej siedziby, samochodów oraz motocykli.
Poznaliśmy także pseudonimy pierwszych współpracowników tego okrutnego, represyjnego organu. Byli to m.in.: Jastrząb, Tarzan, Twardy.
Wydawnictwo mówi m.in. o wewnętrznej działalności UB i jest oparte na archiwalnych materiałach, pochodzących głównie z IPN.
Autor w swojej książce przedstawia 181 biogramów funkcjonariuszy złotoryjskiej bezpieki i zaznacza, że pracowali w niej nie tylko ludzie ideowo związani z systemem. Jak można było usłyszeć, część z nich, gdy się tylko dowiedziała co będą musieli robić (np. donosy na sąsiadów i znajomych), chciała zrezygnować z tej pracy, ale to nie było takie łatwe.
Ponad połowę czasu spotkania zajęły pytania zebranych i rozmowy na temat działalności UB nie tylko w samej Złotoryi.
Na koniec słuchacze otrzymali bezpłatne egzemplarze książki, na które autor chętnie podpisywał.
Wcześniej jednak zaznaczył, że jego publikacja to zaledwie punkt wyjścia i zachęcił zebranych, aby po jej przeczytaniu rozwijali ten temat, gdyż wielu może mieć wiedzę, której nie można znaleźć w historycznych zapiskach.
![]()














Filtry