Skąd wzgórza i orzeł w herbie Złotoryi? Jakie kolory miała mieć flaga miasta? Kto był pierwszym złotoryjskim hejnalistą? I o czym ten nasz hejnał w ogóle jest? Te i jeszcze wiele innych ciekawych zagadnień było poruszanych podczas sympozjum pn. „Znaki tożsamości Złotoryi”. Spotkanie odbyło się wczoraj w Złotoryjskim Ośrodku Kultury i zainaugurowało obchody 80-lecia nadania obecnej nazwy najstarszemu miastu w Polsce.
Od nazwy wszystko się zaczęło, zacznijmy więc i my. Otóż jeszcze w czasach, gdy Złotoryja była niemieckim Goldbergiem, była nazywana przez Polaków Złotą Górą, o czym świadczą m.in. pocztówki z okresu I wojny światowej (w Słowniku Geograficznym Królestwa Polskiego z XIX w. miasto było ujęte pod nazwą „Złotagóra”).
– Pierwsi polscy osadnicy po II wojnie światowej przyjechali właśnie do Złotej Góry. Początkowo nazwę naszego miasta tłumaczono wprost z języka niemieckiego. Ta pierwsza oficjalna polska nazwa obowiązywała od końca maja 1945 r., ale tylko przez ok. 3 tygodnie, choć na pieczątkach była widoczna jeszcze przez kilka miesięcy później – tłumaczył Roman Gorzkowski, złotoryjski historyk, który zaprezentował podczas sympozjum archiwalne mapy i dokumenty z powojennymi nazwami miasta.
Od 19 czerwca 1945 Złota Góra stała się Złotorią. – Moim zdaniem ta nazwa nie pasowała do niczego. Być może uznano, że poprzednia była zbyt dosłownym tłumaczeniem przedwojennego nazwy niemieckiej. Ludzie i tak jednak długo mówili, że przyjechali do Złotej Góry, a nie do Złotorii, bo ta nazwa była naturalniejsza – uważa Gorzkowski (na zdjęciu obok).
Ale i nazwa Złotoria nie zagościła na stałe na mapach – obowiązywała tylko 11 miesięcy, do 7 maja 1946 r. Wtedy Komisja Ustalania Nazw Miejscowości postanowiła, że zamiast Złotorii będzie Złotoryja. Ogłoszono to 19 maja. Ta nowa nazwa, tak jak poprzednia, nawiązywała do złota, ale tym razem nie miała swojego odpowiednika w Polsce – bo drugiej Złotoryi w kraju nie było.
Szósta w dziejach nazwa miasta nie od razu się upowszechniła. Była krytykowana przez niektóre środowiska, m.in. przez dziennikarzy dolnośląskiego dziennika „Naprzód”, którzy demonstracyjnie nie używali jej jeszcze przez pół roku. Kojarzyła im się mianowicie ze „złotym ryjem”. „A od niego nazwa nie pochodzi. To, że nawiązujemy do tradycji sprzed 600 lat, nie każe nam sięgać aż tak daleko, by średniowiecznego używać języka” – argumentowali żurnaliści.
Nazwa Złotoryja już jednak pozostała i obowiązuje do dziś. – Choć do tej pory jeszcze funkcjonuje w potocznym języku poprzednia nazwa, bowiem najwięcej osadników przybyło do naszego miasta właśnie wtedy, gdy nazywało się Złotoria. Ta nazwa przechodziła w rodzinach z pokolenia na pokolenie, i tak pozostało po dziś dzień, w dalszym ciągu wiele osób tak przecież mówi – podsumował swoje wystąpienie Gorzkowski.
Starczy o nazwie – teraz o herbie miasta, który uchodzi za najważniejszy symbol naszej lokalnej tożsamości. A herb wywodzi się z pieczęci.
– To był pierwszy znak podmiotowości miasta i symbol jego prestiżu. Pieczęć miała uniwersalne znaczenie, bo w tamtym czasie większość ludzi nie potrafiła czytać, a to był kod graficzny, który każdy odczytać potrafił – tłumaczyła Sylwia Dudek-Kokot, złotoryjska przewodniczka (na zdjęciu obok).
Najstarsza znana pieczęć Złotoryi pochodzi z 1268 r. Miała 68 mm średnicy , była więc dość duża, biorąc pod uwagę, że pieczęcie z tamtego okresu miały od 80 do 30 mm. – Była bardzo dokładna i imponującej wielkości, co świadczy o tym, że Złotoryja była wtedy bogatym miastem, z aspiracjami. To jedna z najstarszych pieczęci obok symboli Wrocławia i Nysy – zauważyła prelegentka.
Ta pierwsza pieczęć była jeszcze bez orła, widniały na niej same wzgórza porośnięte drzewami, świadczące o górniczym charakterze miasta. Orzeł pojawia się na kolejnych pieczęciach, w XIV w. – oczywiście orzeł czarny, piastowski, symbolizujący zwierzchnią władzę książęcą Piastów śląskich.
Proces przekształcania pieczęci w herb był długotrwały, a symbolika herbowa ulegała na przestrzeni dziejów zmianom. Wpływ na nią miała też polityka, jak choćby przejście Złotoryi w 1740 r. pod panowanie Prus – wtedy śląski orzeł stał się bardziej podobny do orła pruskiego na pieczęci.
Herb był wykorzystywany do budowania tożsamości, czyli służył jako narzędzie propagandowe do jednoczenia społeczeństwa. Umieszczano go na filiżankach, cukiernicach, popielniczkach czy łyżeczkach, był więc też elementem dekoracyjnym. Miasto długo poszukiwało idealnego herbu. Pomysłów nie brakowało, zwłaszcza w ostatnich stuleciach, co zademonstrowała na slajdach pani Sylwia.
W 1948 r. miejska rada narodowa zatwierdziła herb zbliżony do współczesnej wersji, a w roku 1968 Kolegium Rzeczoznawców Pracowni Sztuk Plastycznych we Wrocławiu oficjalnie potwierdziło wygląd herbu. Dziś jest zapisany w statucie miasta.
Dziś uważa się, że herb powinien być dość prosty i czytelny. Czy zatem ten złotoryjski jest prawidłowy i zgodny ze sztuką heraldyczną? – Tak – twierdzi Dudek-Kokot. – Jest bardzo piękny, wywodzi się z wieku XV, możemy się więc pochwalić wiekowym herbem, w którym zapisana historia Złotoryi, który łączy dzisiejszą społeczność z bogatą tradycją miasta.
I jeszcze ciekawostka o fladze, która wywodzi się z barw herbowych. Logiczne więc wydaje się, że kolorów we fladze Złotoryi powinno być więcej. – Był taki pomysł, na flagę w trzech kolorach: czarnym, żółtym i zielonym, a na środkowym pasie miał być umieszczony herb Złotoryi. Nie doszło to jednak do skutku – zdradziła podczas sympozjum złotoryjska przewodniczka.
W pasjonujący sposób o hejnale Złotoryi jako symbolu lokalnej tożsamości opowiedziała Agnieszka Młyńczak, w czym pomógł jej prowadzący całe sympozjum Jarosław Jańta. Okazuje się, że Złotoryja jest w elitarnym gronie – w Polsce jest 1026 miast, a tylko 60 z nich ma swój hejnał!
– Wszystko zaczęło się w 1966 r., gdy chciano ustanowić w Złotoryi hejnał, ale urzędnicy nie bardzo wiedzieli, od czego zacząć, czy potrzebne jest np. zezwolenie. Zwrócili się do innych miast z prośbą o pomoc. Świdnica poradziła nam, żeby urządzić konkurs. W październiku 1967 r. powołano 17-osobową komisję konkursową, a dwa miesiące później przesłuchano propozycje. W ośrodku kultury stał fortepian, zagrano na nim wszystkie zgłoszone utwory. Komisja była jednak niezadowolona, bo to przecież zazwyczaj utwory na trąbkę. I następnego dnia trąbkę zorganizowano i jeszcze raz wykonano na niej wszystkie prace konkursowe – opowiadała Młyńczak.
Zwycięzcę wyłoniono jednak dopiero w 1972 r., m.in. po konsultacjach z Państwową Wyższą Szkołą Muzyczną we Wrocławiu. Wygrała praca pt. „Orzeł”, którą skomponował Radomir Reszke.
– Hejnał po raz pierwszy został zaprezentowany tego samego roku podczas Dni Złotoryi, w maju, w sali widowiskowej ośrodka kultury. Puszczono go z taśmy magnetofonowej. Zaraz potem z wieży zegarowej kościoła popłynęła na 4 strony świata melodia hejnału. Grał ją na kornecie 23-letni wówczas Jan Bajowski wraz 3 trzema innymi członkami orkiestry górniczej, których nazwisk niestety dzisiaj nie znamy – zaznaczyła prelegentka, która przedstawiła krótko postacie kompozytora i Bajowskiego, pierwszego i jedynego jak dotąd złotoryjskiego hejnalisty.
Po tych wydarzeniach hejnał grywany był jedynie okazjonalnie i powoli odchodził w zapomnienie. Odzyskali go dla miasta Roman Gorzkowski i Józef Banaszek. W latach 90. odszukali kompozytora i spotkali się z nim. Odnalazła się również taśma z nagraniem. W 1995 r. na wieży zamontowano urządzenie od emisji hejnału.
O czym opowiada utwór? Wyjaśnił to przed laty sam Radomir Reszke: „Treścią muzyczną hejnału jest oddanie nastroju siły, pewności, wiary, chęci przetrwania – w aspekcie historycznym. Hejnał podkreśla bogactwo i piękno Złotoryi. Pierwszy motyw podkreśla stabilność i pewność sytuacji dzisiejszej. Motyw kulminacyjny to duma z osiągnięć gospodarczych, bogactwa i bezspornego piękna. Pozostałe motywy to mowa kamieni i ziemi, jakby nieco zatarte wspomnienia”...
Prelegentami byli też Marcin Woźniak i Tomasz Szymaniak. Ten pierwszy mówił o trzech pierwszych nazwach naszego miasta: dwóch łacińskich – Aurum i Aureus Mons – oraz tej niemieckiej, Goldberg. – to, co najbardziej wyróżnia każdą osadę, to nazwa, utrwalona przez lata lub wieki, zapisana w ludzkiej świadomości i pamięci. Nazwa naszego miasta była zawsze związana z tym, co ponoć jest najcenniejsze w życiu doczesnego człowieka, czyli dostatkiem i majątkiem. Najprościej mówiąc – złotem – wyjaśniał Woźniak (na dole, po lewej).
Szymaniak opowiedział z kolei o dość nieoczywistych symbolach tożsamości, jakimi są groby bohaterów spoczywających na złotoryjskim cmentarzu. – Ktoś kiedyś powiedział, że aby poznać ziemię, ludzi, trzeba iść na cmentarz, bo tam są pochowani ci, którzy budowali tę ziemię, tę społeczność – podkreślał nauczyciel historii (na zdjęciu po prawej, na dole), który przypomniał m.in. o Andrzeju Fiksie – powstańcu wielkopolskim, Ryszardzie Królikowskim – powstańcu warszawskim oraz Stefanie Karabczyńskim – spadochroniarzu brygady gen. Sosabowskiego.
A w finale sympozjum rozstrzygnięty został konkurs plastyczny „Znaki tożsamości miasta”, który przeprowadziło Centrum Informacji Turystycznej w Złotoryi. Jego laureatami zostali: 1 m. Dagmara Brożyna, 2 m. Szymon Chmielowski, 3 m. Pola Szczecińska, Zofia Utratna (wszyscy z SP3), wyróżnienia zaś otrzymali: Filip Węgliński, Alex Wypych, Weronika Wnęk, Kornelia Bochra, Antonina Chmielowska, Aleksander Barcz, Michał Dawidziuk, Iga Żaczek, Antoni Słabicki, Aleksandra Molenda i Dawid Blok. To uczniowie zarówno Trójki, jak i Jedynki. Ich prace plastyczne można oglądać w holu ZOK-u.
– Bardzo się cieszę, że nasze miasto obchodzi 80-lecie nadania powojennej nazwy Złotoryja, że w ten sposób możemy praktycznie cały rok świętować ten jubileusz. Znaki tożsamości to jest to, co wyróżnia nasze miasto od innych. Mamy bogatą historię, bogate tradycje, chcemy je pielęgnować poprzez przekazywanie młodszym pokoleniom tej historii. Tych znaków tożsamości nam nikt nie zabierze, pokazują piękno naszej Złotoryi. Jest czym się chwalić – podkreślał podczas spotkania burmistrz Paweł Kulig, który zachęcał do uczestnictwa w nadchodzących wydarzeniach związanych z tegoroczną rocznicą.
A tych ma nie brakować. Program obchodów przewiduje m.in. spotkanie z osobami urodzonymi w naszym mieście, które całe 80 lat przeżyły razem z nazwą Złotoryja. W planach jest również wydanie albumu okolicznościowego, folderu, pamiątkowej widokówki. Mówi się też o umieszczeniu tabliczki informacyjnej na wieży z kodem, po zeskanowaniu którego będzie można odsłuchać hejnał, a nawet o... zatrudnieniu hejnalisty.
Sympozjum popularnonaukowe zostało zorganizowane przez Towarzystwo Miłośników Ziemi Złotoryjskiej i Urząd Miejski w Złotoryi. Zaraz po jego zakończeniu odbył się spacer śladami złotoryjskiego herbu w architekturze miejskiej. A informacje zaprezentowane podczas sympozjum dostępne są w pigułce na wystawie okolicznościowej, którą przez kilka najbliższych tygodni można oglądać w holu ZOK-u.
![]()












Filtry